.always.outnumbered.never.outgunned.

i don’t like my fuckin’ life

Staram się i staram, ale niestety… Nie mam o czym pisać. To znaczy mam o czym pisać, ale nie chce bo:

1. Brak tematów, które chciałbym/mógłbym skomentować.
2. W moim życiu dzieje się sporo nic nie wartego gówna. Czyli też nie ma się co produkować.

3. Rozleniwiłem się do tego stopnia, że zlepienie sensownego zdania sprawia mi fizyczny ból.

Krótko mówiąc kiła. Przyjechałem na weekend do Kielc i chyba pierwszy raz nie chce stąd wyjeżdżać. To chyba przez to, że dawno mnie tu nie było i pierwszy raz na spokojnie mogę spędzić tu parę dni. Stare śmieci to jednak stare śmieci - sentyment do nich pozostaje do końca życia.

Idę na spacer poszukać inspiracji.

4 comments

rebirth process in progress

Nadchodzą mroczne czasy. Świat wywraca się do góry nogami i nic nie będzie takie jak kiedyś. Wszystkie problemy, które kumulowały się przez ten rok, teraz eksplodują mi prosto w twarz. Plany poszły do piachu. Wszystko się zmienia, wali i płonie, ale wiem, że na gruzach przeszłości powstanie coś nowego, lepszego. Nie dam się złamać i nie ulegnę presji. Czuję się silny i brak konkretnych planów tylko mobilizuje mnie do pracy. Coś się wymyśli, są przy mnie ludzie na których mogę polegać i wiem, że mnie nie zostawią. Zaczynam uczyć się życia, popełniałem błędy, ale nie odbieram tego jako porażki, a jako gorzką lekcje egzystencji. Naważyłem sobie piwa, które teraz muszę wypić, otrzeć usta i zacząć samemu kierować swoim życiem. Koniec bycia zależnym od innych, koniec z postawą ‘jakoś to będzie’. Dwadzieścia lat zajęło mi zrozumienie, że sam jestem panem swojego losu, czuję się silny jak nigdy i wierzę, że może się udać. Zawsze się bałem przyszłości i podkulałem ogon, gdy tylko na horyzoncie pojawiały się problemy. Teraz jest inaczej, już się nie boję. Wolę kurwa zdechnąć z podniesioną głową, niż przez całe życie być pasożytem. Z pomocą lub bez, uda się. Wierze w te słowa.

2 comments

.this.is.living.

1 comment

.pomysł.

Typowy piątkowy wieczór. Jeden z tych momentów, gdy wydaję się, że jest już po imprezie i nic nie jest w stanie odwrócić biegu wydarzeń, gdy ni z gruszki ni z pietruszki spada z nieba doskonała okazja na odroczenie powrotu do domu o ładnych parę godzin.

Ta okazja spadła z nieba, na sam środek toruńskiej starówki w postaci dwóch znajomych pana Rz.

Pan Rz wracał wraz z panem Sz do domu, gdy spotkali na swojej drodze dwóch znajomych pana Rz. Po krótkiej rozmowie, która przeistoczyła się w negocjacje o dołączenie do owych znajomych celem spożycia taniego, dobrego wina. Pan Sz - motywowany możliwością wypicia winka w doborowym towarzystwie - czym prędzej udał się do całonocnego sklepu monopolowego by zaopatrzyć się w odpowiednie zapasy. Jak zwykle o tak później porze sklep był wypełniony po brzegi wszelakiej maści personami. Pan Sz nie lubił stać w kolejce, tym bardziej, że duża ilość obcych ludzi sprawiała, że czuł się niepewnie i nieswojo. Często tłumaczył to wymyśloną kiedyś przez kogoś teorią, którą nazwał ‘kompleksem wieśniaka’. Polegała ona z grubsza na tym, że osobnikowi dotkniętemu tym kompleksem, wydaje się, że wszyscy się na niego gapią, obgadują i mają w stosunku do niego wrogie zamiary. Taka sytuacja wywołuje u ‘wieśniaka’ reakcję; zaczyna się zastanawiać nad swoim wyglądem, zadaje sobie z sekundy na sekundę coraz bardziej nerwowo pytanie czy jego ubranie jest w porządku, czy może ma rozsunięty rozporek albo ptasie gówno na klapie płaszcza. Wszystkie te wątpliwości wywołują brak pewności siebie i strach. Strach przed odrzuceniem przez społeczeństwo, strach który prowadzi do desperackiej potrzeby przypodobania się stadu i strach przed tym, że może nie pasować do stada, które mu tak imponuje. Pan Sz kupuje paczkę papierosów, dwa wina porzeczkowe, płaci gotówką i opuszcza sklep. Przed sklepem zastaje dość osobliwy widok. Z trzech osób, które na niego czekały nagle utworzył się tłum o sile około dwudziestu osób.

Było ciepło, a wiatr delikatnie układał włosy pana Sz. Doskonała pogoda do picia na otwartym powietrzu.

cdn.

Notka: tekst jest moim dzieckiem, które spłodziłem wraz z panią Bezsennością. Dałem mu na imię Pomysł. Jeśli się Wam podoba, to nie zapakuje go do plastikowego worka i nie wrzucę do rzeki, a sprawię, że będzie rósł i rósł.
Pozdrawiam:)

7 comments

.quake.3.arena.

Ja pierdole, to był szalony początek roku. Nigdy w życiu nie wszedłem w nowy rok swojej egzystencji z takim rozpizgajem umysłowym. Wszystko przez studia i życie bez smyczy, kagańca. Cały czas coś się dzieję, cały czas coś się zmienia i losowo obiera tor wydarzeń. Najlepsi życiowi filozofowie cały czas pieprzą coś o stracie własnej tożsamości. Co oni mogą o tym wiedzieć?! W tym momencie moje życie można porównać tylko do syfu w moim pokoju. Syf jest ponieważ nie mam czasu posprzątać. Cały czas coś robię lub nie mam siły na nic, wtedy leżę na plerach i wpatruję się w szarość ściany dopóki nie zasnę. jestem jak ten pokój; zagracony, zapuszczony i pełen wszelkich osobliwości. Puste butelki, puszki, przepełnione popielniczki leżą na przemian z notatkami i książkami. Nic nie jest poukładane i nic nie jest na swoim miejscu. Na półce i ziemi leżą części od zepsutego komputera, szafa jest dla mnie pojęciem abstrakcyjnym. Takie jest teraz moje życie… Syfiaste, ale własne. I za cholerę nie mam zamiaru opuszczać Torunia.

4 comments

.x.mass.

Wypadałoby coś dzisiaj napisać… Jakieś życzenia? Nie wiem czego mam Wam życzyć, może tego byście wszyscy potrafili cieszyć się z życia? Albo żebyście spędzili je w spokoju wraz z kochająca Was rodziną? Smacznego karpia? A może po prostu życzyć Wam, aby te święta był po prostu wesołe? Nie wiem, czego oczekujecie od świąt, w każdym bądź razie sami doskonale wiecie czego sobie życzyć. Pisanie tych życzeń idzie mi jak budowa autostrad w Polsce. Powiem szczerze nie cieszę się z tych świąt, przygnębiają mnie. Nic nie jest jak dawniej. A może oszukuje sam siebie i wszystko jest tak jak zawsze, tylko ja sie zmieniłem? Dobre wytłumaczenie, uciekłem z Kielc z jakiegoś powodu, teraz wróciłem i przekonałem się, że nie mam już po co tutaj wracać. Ale czy nie tego zawsze chciałem, nie o tym marzyłem?

Zróbta mi prezent i kliknijcie w ten link;)

http://keido.myminicity.com/

3 comments

.no.title.

Ludzie, proszę Was, nie pytajcie mnie kiedy nowy post. Po primo, jak to powiedziała swojego czasu WielkaZu ‘jeśli zaczniesz pisać bloga pod publikę, straci on sens i tożsamość’, nie pamiętam czy to dokładnie tak brzmiało, ale mniej więcej taki to miało wydźwięk. Po drugie primo, mam teraz niezły zapieprz i nawet na sraniu nie mogę się spokojnie skupić. To by było tyle…

A to dla tych co nie mają czego czytać. Filmik.

2 comments

.santa.is.dead.baby.santa.is.dead.

Ładny prezent mi chciał Cozzie zrobić na Mikołaja. Sprawdzam wczoraj bloga, a tu chuj, strona zablokowana. Krew odpłynęła mi z twarzy i mózgu… Przed oczami pojawiła się wizja utraty wszystkich wpisów jakie napisałem od ponad roku. Kurna, 8 listopada minął pierwszy rok od napisania pierwszej notki. Sporo się od tego wydarzyło. Chore fazy, przygody, kminy jakie zostały zapisane na tym blogu są naprawdę cenna pamiątką i wczorajszy dzień dobitnie mnie o tym uświadomił. Dlatego prośba do Coziejeja, pamiętaj o płaceniu rachunków bo urwę jaja!

No to przejdźmy do aktualności.

Pierwsze mikołajki, które spędzam poza domem. Dzisiaj nikt nie podrzucił mi sweterka, ani innego uroczego prezentu od babci. Czasy się zmieniają, pozostaje mi tylko oglądanie się za siebie i wspominanie starych, dobry czasów. Heh, nawet w zeszłym roku rzuciłem się na mikołajkowy prezent jak zboczeniec na kolekcję niemieckich filmów porno. Nerwowe rozrywanie papieru, byle tylko dowiedzieć się co za niespodzianka czeka mnie tym razem. W sumie to tak z tą niespodzianką to nie do końca prawda, ponieważ najczęściej wiedziałem co dostane, ale cóż, zawsze pozostaje nadzieja na coś ekstra. A dzisiaj? Dzisiaj obudziłem się, zrobiłem sobie studencką jajecznicę, umyłem się, ubrałem się, sprawdziłem pocztę, forum, przygotowałem się do wyjścia i dopiero przy drzwiach zorientowałem się, że dzisiaj jest 6 grudnia. Wróciłem się do pokoju i w nadziei, że w którymś kącie pokoju znajdę małą, owiniętą w ozdobny papier paczuszkę z naklejką na której widniałby napis ‘Od Mikołaja dla Karolka’. Niestety nic takiego nie miało miejsca, a zamiast prezentu dostrzegłem kupę ubrań i śmieci. Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. W związku z tym, skoro Mikołaj się na mnie wypiął, sam zrobiłem sobie prezent i kupiłem sobie papierośnicę. I może piwko na wieczór;)

5 comments

.mic.check.

Dzisiaj krótko, bo jestem chory i czuję się chujowo.

http://www.enneagram.pl/

Mnie wyszła 3w4. Nie zgodzę się ze wszystkimi opisami, ale większość ma sens.
Dobranoc.

2 comments

.mars.blues.

Zastanawiam się czy opisywać to co działo się w weekend. Ok, niech będzie. Mam nadzieję, że zaspokoję pragnienie niektórych odwiedzających tą stronę. Nawaliłem się, ale nie się porzygałem i brzdąkałem sobie pół nocy na gitarze basowej. Siedziałem sobie na kanapie i z całych sił starałem się zagrać coś prostego i miłego dla ucha. Nie powiem czy coś wymyśliłem, ponieważ sam nie pamiętam ani jednego dźwięku. To było na tyle weekendowych szaleństw.
Kultura: Jestem w trakcie oglądania anime Cowboy Bebop. Serial opowiada historię Spike’a, galaktycznego łowcy nagród, który wraz ze swoją dość specyficzną załogą stara się zarobić kasę gamoając za ściganymi po całym układzie słonecznym. Warto zapoznać się z tą pozycją głównie ze względu na muzykę, która buduje fantastyczny klimat mrocznego, aczkolwiek nie pozbawionego zalet kosmosu. Rok produkcji to 1998, czyli brak jakiś specjalnych efektów komputerowych i innego gówna, mimo to animacja oraz reżyseria stoi na bardzo wysokim poziomie. Jeśli chodzi o fabułę to jest zły brat bliźniak i zmutowany grzyb z lodówki, który stara się uśmiercić załogę statku Bebop. Sporo śmiechu i starego dobrego kina sensacyjnego. A wszystko to w klimatach jazzu i bluesa.

Czas na teledyski. Owszem byłem na maxa offowym dzieciakiem i w ogóle byłem (jestem?) cool. Niestety, zawodowcom także zdarzają się wpadki. Oto klika wideoklipów, którymi się jarałem w dzieciństwie, a o których chciałbym zapomnieć;):

Captain Jack - Hey Captain Jack

Straszny hardcore. Te organki, tłusty bicik, no i oczywiście Captain Jack. Żal.pl.

Mr. President - Coco Jambo

Niech mnie drzwi przytrzasną, ale ja naprawdę przy tym szalałem na dyskotekach… w podstawówce. Próbowałem nawet nauczyć się partii wokalnych tego kolesia, niestety bariera językowa okazała się zbyt trudna do sforsowania. Znałem za to tekst tej panienki _^_'’

Eiffel 65 - Blue

Jezusie Nazaretański, jak zrozumiałem o czym Ci kolesie nawijają to miałem ochotę na oczyszczenie siebie poprzez ofiarę z dziewicy i paczki paluszków. Syf jakich mało, ale cóż… młody, głupi byłem.

Gigi D’Agostino - BlaBlaBla

Bla Bla Bla Bla Bla Bla Bla Bla

kurwa, jutro poniedziałek.

2 comments

Następna strona »

Mexico